po polskuenglishdeutsch

Biuletyn Informacyjny SMB, grudzień, str. 18-19

Dzikość serca w Internecie

Atrakcyjny rynek, płatności online, idealne podłoże do budowania społeczności internetowej, wykorzystanie różnych kanałów komunikacji, spory zwrot z inwestycji i wdzięczny temat akcji marketingowych... Po prostu dzikość serca w Internecie.

Trudno znaleźć partnera do beztroskiego spędzania wolnych chwil, a co dopiero na całe życie. Wie o tym Jill Kimmel-Hankoff, którego firma specjalizuje się w wyszukiwaniu amerykańskim multimilionerom homoseksualnych partnerów. Koszty takiej usługi zaczynają się od 15 tysięcy dolarów rocznie, a wraz z wymaganiami klienta ceny rosną. Zwykłemu "zjadaczowi chleba" pozostaje zamieszczenie ogłoszenia w gazecie lub skorzystanie z internetowych randek.

"Randkowanie" online sprowadza się zwykle do umiejętności posługiwania się Internetem. Każdy, kto ma ochotę wybrać się na wirtualną randkę przegląda oferty zamieszczone w tego typu serwisach. Wyboru można dokonać na podstawie zamieszczonych opisów, lub też po prostu oglądając zdjęcia. Umieszczenie własnej oferty w Sieci przeprowadzane jest podczas rejestracji, w trakcie której tworzony jest profil użytkownika. Komunikację pomiędzy poszczególnymi osobami umożliwia wewnętrzny system korespondencji podobny do poczty elektronicznej lub czatów w trybie "jeden-do-jednego".

Dzięki nieskomplikowanej obsłudze serwisy randkowe mogą liczyć na dużą liczbę regularnie powracających na te strony internautów. Sama jednak intuicyjność to nie wszystko. Aby serwis był atrakcyjny musi pozyskać jak największą ilość zarejestrowanych użytkowników. Dzięki temu inni mają większy wybór i szansę znalezienia odpowiednich dla siebie osób. Aby to osiągnąć niezbędne jest zbudowanie ruchu na witrynie randkowej.

W Stanach Zjednoczonych pionier i zarazem lider serwisów towarzyskich - Match.com, współpracuje z AOL, MSN i zewnętrznymi serwisami na zasadach afiliacyjnych. Do systemu afiliacyjnego Match.com przystąpiło już kilkaset tysięcy witryn. Otrzymują one około 15% od kwot comiesięcznych opłat oraz od ich odnowień. Jeden z jego głównych konkurentów - Yahoo Personals, wykorzystuje ruch generowany na stronach portalu Yahoo, którego jest integralną częścią.

Podobnie jest w Polsce. Na szeroką promocję mogą pozwolić sobie serwisy randkowe działające w ramach dużych portali. Dlatego sympatia.onet.pl, spotkania.wp.pl czy randki.interia.pl należą do liderów, jeśli chodzi o liczbę zarejestrowanych użytkowników.

Uzyskanie większej liczby użytkowników daje przewagę konkurencyjną. Z drugiej strony, wyszukanie właściwej osoby w większej liczbie staje się nieco utrudnione. Z takim problemem spotykają się mające po klika milionów użytkowników serwisy Match.com, Yahoo Personals, American-Singles.com, MatchMaker.com czy kiss.com. Dlatego pracują one nad zaawansowanymi algorytmami wyszukiwania tak, aby były one trafniejsze, a zadowolenie użytkowników większe. Na dzień dzisiejszy wyszukiwanie odbywa się na podstawie prostych kryteriów, jak: miejsce zamieszkania, wiek, zainteresowania. Nowe metody wyszukiwania pozwolić mają na wyszukiwanie osób, których cechy charakteru z dużym prawdopodobieństwem będą odpowiadały naszym. Wysiłki te można określić tworzeniem czegoś w rodzaju "google dla randkowiczów". Z czasem, z podobnym problemem zaczną spotykać się także polskie serwisy mające w tym momencie po kilkaset tysięcy użytkowników.

Randki internetowe to przede wszystkim prawdziwy biznes. Dowód? Największy na świecie serwis randkowy Match.com ma ponad 9 milionów użytkowników, z których płatni to 857 tysięcy. Miesięczna opłata za korzystanie z Match.com wynosi 15 dolarów. Firma badawcza Jupiter Research ocenia, że przychody z serwisów randkowych wynosić będą w tym roku 313 milionów dolarów (w roku 2002 stanowiły 228 milionów dolarów). Płatne serwisy randkowe generują przychody większe niż jakakolwiek inna kategoria płatnej treści w Internecie (nie wliczając tutaj serwisów porno). Większe niż płatne doradztwo inwestycyjne, czy sprzedaż zdigitalizowanej muzyki online.

Ze względu na atrakcyjność rynku wirtualnych randek, opłaty zawitały już do większości liczących się tego typu serwisów w Polsce. Reszta o ile chce przeżyć i rozwijać się (co wymaga funduszy) musi znaleźć źródła finansowania. Według amerykańskich badań grupa docelowa randek online jest o wiele bardziej skłonna niż pozostali internauci do uiszczania opłat. Ze Stanów Zjednoczonych został "zaimportowany" najbardziej popularny system rozliczeń z użytkownikami, polegający na comiesięcznej wpłacie określonej kwoty. Innym, mniej popularnym sposobem rozliczeń jest uzależnienie opłat od liczby wysłanych wiadomości w wewnętrznym serwisie komunikacyjnym serwisu. Obok opłaty miesięcznej polskie serwisy randkowe próbują zarobić dzięki umożliwieniu komunikacji SMS'owej pomiędzy randkowiczami. System taki posiadają portale: Onet, Interna, WP czy znany z komunikatora Tlen portal o2. W systemie komunikacji SMS'owej w ramach danego serwisu, dopóki porozumiewający się ze sobą użytkownicy nie wyjawią sobie własnych numerów telefonów, znają oni wyłącznie swoje pseudonimy, a wysyłane przez nich wiadomości SMS przechodzą przez bramkę serwisu randkowego. Interia oferuje obok dostępu internetowego do swoich stron towarzyskich także dostęp mobilny, za pomocą telefonu komórkowego (WAP i SMS) oraz komputera kieszonkowego typu PDA. Serwis dostępny jest także poprzez EraOmnix w sieci Era.

Przyszłość polskich serwisów randkowych jawi się w różowych kolorach, a marketingowcy mają tu jeszcze duże pole do popisu. Podobnie jak na całym świecie, tak i u nas, istnieje ciągle jeszcze miejsce na specjalizację i rozwój poprzez oferty skierowane do konkretnych, dobrze scharakteryzowanych grup odbiorców. Na Zachodzie internauci korzystają z wyspecjalizowanych stron randkowych. Istnieją przecież serwisy dla katolików (np. www.ChristianDate.com), dla osób o żydowskim pochodzeniu (np. www.Jdate.com), dziwnym poczuci humoru (np. www.TheSpark.com), seniorów (np. www.ThirdAge.com) czy wreszcie lesbijek i gejów (np. www.edwina.com). Dzięki swojej specjalizacji umożliwiają one odnalezienie konkretnej osoby w ramach określonego profilu. Niestety oznacza to jednocześnie, że nie można liczyć na tak wysokie i nieograniczone profity. Wkrótce również polskiego internautę czeka powstanie wyspecjalizowanych serwisów. Jakich? To zależy już tylko od wyobraźni ich twórców.

Liczby pokazują, że grono internautów skupionych wokół serwisów towarzyskich jest duże i powiększa się z miesiąca na miesiąc. Użytkownicy Ci stanowią zwykle grupę lepiej scharakteryzowaną (z racji natury samej usługi), niż użytkownicy jakichkolwiek innych serwisów, zatem łatwiej do nich dotrzeć z określonym przekazem reklamowym. Dla przykładu, przygotowywany ponad rok, uruchomiony we wrześniu 2002 r. projekt Sympatia.pl, włączony został w struktury największego polskiego portalu - Onet.pl, dzięki czemu firmy dzielą się teraz między sobą znacznymi wpływami z opłat rejestracyjnych od randkowiczów oraz pokaźnymi zyskami z publikacji reklam. Poza wymiernymi korzyściami finansowymi odnotowano w tym roku także inne, które dodatkowo wspierać mogą akcje marketingowe związane z serwisami randkowymi. W czerwcu Sympatia.pl zanotowała pierwszy ślub, zawarty pomiędzy osobami, które poznały się w ramach tego właśnie serwisu. Jak widać, marketing towarzyski przynosi... zyski.


Agnieszka Biskupska
Account Manager
digital One
a.biskupska@digitalone.pl
www.digitalone.pl

Marcin Kryska
marcin@kryska.com
www.kryska.com
Niezależny Konsultant ds. Strategii Internetowych

narzędzia:

dodaj do Ulubionych

ściągnij:

vCard